Drodzy bracia i siostry!
Obecna sytuacja wymaga tego, by nie spotykać się we wspólnym gronie, nawet na modlitwie. Wszystkich nas to bardzo dotyka i jest uciążliwe, jednak potraktujmy to właśnie, jako Wielkopostne wyzwanie.

Duża dostępność środków społecznego przekazu daje nam możliwość duchowego łączenia się na modlitwie i wspólnego przeżywania ważnych momentów, także tego Wielkiego Postu, fizycznie pozostając jednak w naszych domach.

Korzystając z tej możliwości, chcę właśnie drogą elektroniczną kontynuować rozważania Pasyjne o siedmiu słowach Jezusa z Krzyża. Na dziś są to słowa: „Niewiasto, oto syn Twój” oraz skierowane do ucznia słowa: „oto Matka twoja.”

Opis spotkania Jezusa z Matką na szczycie Golgoty przekazuje nam ewangelista Jan i tylko on. Wielce prawdopodobne że stało się tak, bo jego wersja Ewangelii powstała najpóźniej, a tylko on spośród ewangelistów był naocznym świadkiem tamtych wydarzeń, jako jedyny Apostoł stał pod krzyżem.

Całość spotkania i tak zwany Testament z Krzyża, którym są omawiane dzisiaj słowa, Jan zapisał w zaledwie 3 wersetach biblijnych. Można by powiedzieć- skromnie!

Kryją one jednak w sobie wielkie bogactwo treści i przesłania, które możemy odczytywać.

Serce każdej matki ma wpisane w sobie coś takiego, że chce chronić swoje dziecko przed cierpieniem. Ponadto mamy świadomość takiej kolei rzeczy, że rodzice umierają przed synem, czy córką. Weźmy teraz te dwa czynniki i spójrzmy ponownie na Golgotę. Jak wielki to musiał być ból widzieć własnego syna, który wisi na krzyżu tak nieludzko sponiewierany. Po ludzku- nie było już dla niego ratunku, śmierć była nieuchronna.

Czy nas to jeszcze dzisiaj rusza? Trochę już nam spowszedniał widok krzyża- bo jako katolicy często się gdzieś z nim spotykamy (i dobrze, że tak jest), ale właśnie czy patrząc na krzyż widzę jeszcze to cierpienie, które dokonało się dla Mnie? Bo przecież ta okrutna śmierć ma właśnie taki sens- Jezus umarł za Mnie, za moje grzechy… Po to między innymi jest ten Wielki Post, żeby odkrywać na nowo tę Tajemnicę Miłości.

Czytając ten właśnie fragment: „A obok krzyża Jezusa stały…” zaskoczyło mnie jedno słowo…
Stały? Jak to stały?!  Gdybym to ja tam był na miejscu Maryi zapewne bym się wił z bólu i cierpienia pod krzyżem w tym pyle i kurzu.

Maryja stała, bo wierzyła Jezusowi… Ona nie patrzyła zewnętrznie, Ona patrzyła sercem. Wiedziała, że cierpienie mimo iż jest wielkie nie jest końcem… Cierpienie przemija. Nie trwa się w cierpieniu- to jest złe! Jezus uczył że trwa się w Miłości. To właśnie ta miłość daje Maryi siłę, by stać.

Jeśli nie ma miłości to wkrada się egoizm. I w każdym z nas on drzemie- bo przecież ile razy nasz smutek i nasze cierpienie jest właśnie przejawem egoizmu, nie miłości, myśleniu o sobie samym nie o drugim.

Cierpienie to przecież nie tylko stanie pod krzyżem. Ono nas dotyka wiele częściej, przykładowo w relacjach z drugim człowiekiem, co teraz może nawet mocniej się ujawnia bo poniekąd jesteśmy zmuszeni w tej epidemii spędzać czas w domu, w gronie rodzinnym. I jeśli pojawi się jakiś konflikt, to egoizmem go nigdy nie zwyciężymy. Dla lepszego zobrazowania dam przykład już najbardziej skrajny, jak ten z Golgoty: Kiedy utracimy kogoś bliskiego.

Wielokrotnie tak naprawdę rozpacz wtedy jest spowodowana egoizmem, bo to MI będzie źle; Mi będzie Ciebie brakować; bo co JA bez Ciebie zrobię? Jak JA sobie teraz życie ułożę?  JA, Ja, Ja… Ufamy Bożemu Miłosierdziu i wierzymy, że ta osoba jest już szczęśliwa z Bogiem, a mimo to, prawie zawsze rozpaczamy po stracie najbliższych.

Wiele takich podobnych pytań mogła właśnie mieć Maryja, ale spójrzmy na nią- co Ona robi?
Milczy… Maryja milczała, bo Kochała prawdziwie. Bez jakiegokolwiek egoizmu- zupełnie nie myślała o sobie.

Maryja mimo tego cierpienia, jest silna, wspiera. Nie krzyczy na wszystkich wokół: „Co z Nim zrobiliście?!” nie robi wyrzutów sumienia, nie ma pretensji do oprawców, nie unosi się emocjami, gniewem… milczy.

W bezradności, która nas spotyka wobec kochanej osoby, nie trzeba nic mówić. Wystarczy być i kochać. Ta miłość sprawia, że cierpienie jest mniejsze, bo cierpimy razem. Nie cierpi już jedna osoba, ale dwie, trzy może i więcej… Najgorsze, to cierpieć w samotności.

Jezus wypowiada Swój Testamen: „Niewiasto- Oto Syn Twój…, Oto Matka Twoja.”- ostatnia wola jaką wyrażamy to sprawy najważniejsze dla nas- W testamencie Jezus wiąże Maryję ze Swoim uczniem bliską relacją. Apostoł Jan reprezentował nie tylko Apostołów, nie tylko dzisiejszych biskupów, księży, ale cały Kościół- nas wszystkich. Maryja na pewno wypełni słowa Jezusa- możemy być o to spokojni. Ona bierze nas pod Swoją opiekę każdego dnia. Stała pod krzyżem, więc będzie stała i przy nas nawet, kiedy po ludzku będziemy przegrani najbardziej jak tylko się da!

A My? Czy traktujemy Ją jak Matkę? Są jakby dwa poziomy relacji do Matki. Oczywiste jest, że dziecko co chwilę o coś mamę prosi- to o słodkości, to o zabawki, o pomoc w różnych zadaniach, ale drodzy, to nie koniec… To dopiero pierwszy poziom. Każde dziecko dorasta i wtedy Matka jest wzorem do naśladowania. Jezus pod krzyżem daje też Maryję jako wzór relacji z Nim, jako wzór Miłości Boga, jako wzór wiary, pokory, przezwyciężania egoizmu.

I na tym również polega wzrastanie w wierze… Żeby się nie zatrzymywać na etapie tego małego dziecka, które tylko prosi i prosi i prosi…

Chciejmy bracia i siostry przyglądać się Maryi, przyjąć ją do siebie w całości, również jako wzór do naśladowania w trudnościach. Niech Ona nas uczy prawdziwej miłości!

Dk. Adrian